czwartek, 13 czerwca 2013

Obudzić zapomniane

W ramach organizowanego przez Warszawską Operę Kameralną cyklu Loża Miłośników Opery odbyło się dziś spotkanie pt. „Affectus melodicus. O zapomnianej tradycji jezuickiego dramatu szkolnego”. Temat nawiązywał do wydanej niedawno książki Tomasza Jeża o muzyce jezuitów na Śląsku*. Wypowiedzi autora przeplatane były muzyką kompozytorów jezuickich, wykonywaną przez Julitę Mirosławską (sopran), Marcina Liwenia (alt) oraz Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense. Dialog słowno-muzyczny był tutaj pomysłem bardzo udanym (chociaż nie będziemy przesadzać i porównywać go do formy dramatycznej, w której recytatywy opowiadają właściwą akcję, a arie stanowią pewnego rodzaju zatrzymanie, ilustrację czy komentarz). Prezentowane utwory nie stanowiły całości w stopniu, który uniemożliwiałby wprowadzanie częstych przerw na fragmenty wykładu, a taka wymiana wątków czasami bardzo ułatwia słuchanie. Wiedzieli o tym już twórcy muzyki, której poświęcone było spotkanie, oraz ich zakonni współbracia: jak mogliśmy się dowiedzieć, również i kazania przeplatali oni pieśniami (praktyka śpiewanych kazań była zresztą znana już w czasach Ojców Kościoła, a podobno można ją spotkać jeszcze i współcześnie).

Wykonanie było ciekawe, z utworu na utwór coraz lepsze, chociaż akustyka Sali Kolumnowej na pewno nie pomagała. Tłumaczenia tekstów prezentowane były przez wykonawców, i chociaż do jakości recytacji miejscami można było mieć zastrzeżenia, to jednak bardzo dobrze, że o to zadbano (z wykonania bardzo trudno było wysłyszeć cokolwiek, zwłaszcza tym, którzy nie znają łaciny). Pełna zdrobnień Pastorella Natalitia Georga Brauna nie wywołałaby zapewne tylu uśmiechów, gdyby nie przekład Ingi Grześczak, doskonale wydobywający stylistykę tekstu. Salve Regina Nikolausa Frölicha ujmowała swoim opracowaniem alternatim, w którym fragmenty zaczerpnięte z melodii chorałowej przeplatane były z bogato zdobionymi opracowaniami w stylu barokowym. Aeterne rerum omnium effector Deus, tekst autorstwa jezuickiego świętego Franciszka Ksawerego, usłyszeliśmy w opracowaniu muzycznym Marcina Kreczmera (1631-1696), w formie koncertu wokalnego na dwa głosy solowe i basso continuo.

Karl Pelikan, Georg Braun, Nikolaus Frölich, Karl Rabovius… Nazwiska kompozytorów uświadamiają nam dobitnie, z jak bardzo zapomnianą tradycją mamy do czynienia. W komentarzach do nagrania utworu Luigiego Pozziego przeczytałam kiedyś: „Luigi Pozzi? You don’t even know him unless you are a musicology student…”. Powyższe nazwiska chyba nawet w takiej pamięci nie istnieją (może ewentualnie kolejny z wymienionych, Marcin Kreczmer, pojawił się kiedyś na jakimś wykładzie). Spotkać je można natomiast (przypadek piszącej te słowa) przy katalogowaniu zbiorów muzycznych Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, z której pochodzi większość wykonanych podczas spotkania utworów. Możliwość usłyszenia muzyki, którą zwykle ogląda się jedynie w postaci rękopisów (i to głosów, nie partytur, więc tym trudniej ją sobie słuchowo wyobrazić) jest czymś bardzo poruszającym, i pewnie odejmuje trochę obiektywizmu w odbiorze (o ile coś takiego w ogóle istnieje). Wybacza się sali akustykę, a wykonawcom drobne niedoskonałości, bo to przecież ożywianie źródeł, z którymi codziennie się pracuje, i budzenie muzyki, której – mimo tej codziennej pracy ze źródłami – nie słyszy się często. Oby coraz częściej; cudeńka są w tych naszych archiwach, ciągle jeszcze do odkrycia.

Oprócz wykładu i koncertu w programie wieczoru znalazł się również pokaz źródeł – rękopisów zawierających wykonane utwory. W opisie katalogowym wyglądają skromnie, ale dzięki bazom RISM można je podejrzeć chociaż trochę, np. tu: M. Kreczmer, Aeterne rerum...C. Rabovius, O Domine Jesu.

Kto nie miał okazji słyszeć dziś na żywo (albo komu mało), w podobnej tematyce jutro program Dawno – niedawno w radiowej Dwójce (od 9:45) i spotkanie w Bibliotece Uniwersyteckiej (o 17, więcej informacji tutaj).

*T. Jeż, Kultura muzyczna jezuitów na Śląsku i ziemi kłodzkiej (1581-1776), wyd. Sub Lupa, Warszawa 2013. Książkę też polecamy - jeszcze w trakcie czytania, ale ciągle odnajdujemy w niej nowe źródłowe smaczki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz