W ramach organizowanego przez Warszawską Operę Kameralną cyklu
Loża Miłośników Opery odbyło się dziś spotkanie pt. „Affectus melodicus. O
zapomnianej tradycji jezuickiego dramatu szkolnego”. Temat nawiązywał do
wydanej niedawno książki Tomasza Jeża o muzyce jezuitów na Śląsku*. Wypowiedzi
autora przeplatane były muzyką kompozytorów jezuickich, wykonywaną przez Julitę
Mirosławską (sopran), Marcina Liwenia (alt) oraz Zespół Instrumentów Dawnych
Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense. Dialog
słowno-muzyczny był tutaj pomysłem bardzo udanym (chociaż nie będziemy
przesadzać i porównywać go do formy dramatycznej, w której recytatywy
opowiadają właściwą akcję, a arie stanowią pewnego rodzaju zatrzymanie,
ilustrację czy komentarz). Prezentowane utwory nie stanowiły całości w stopniu,
który uniemożliwiałby wprowadzanie częstych przerw na fragmenty wykładu, a taka
wymiana wątków czasami bardzo ułatwia słuchanie. Wiedzieli o tym już twórcy
muzyki, której poświęcone było spotkanie, oraz ich zakonni współbracia: jak
mogliśmy się dowiedzieć, również i kazania przeplatali oni pieśniami (praktyka
śpiewanych kazań była zresztą znana już w czasach Ojców Kościoła, a podobno
można ją spotkać jeszcze i współcześnie).
Wykonanie było ciekawe, z utworu na utwór coraz lepsze, chociaż
akustyka Sali Kolumnowej na pewno nie pomagała. Tłumaczenia tekstów
prezentowane były przez wykonawców, i chociaż do jakości recytacji miejscami
można było mieć zastrzeżenia, to jednak bardzo dobrze, że o to zadbano (z
wykonania bardzo trudno było wysłyszeć cokolwiek, zwłaszcza tym, którzy nie
znają łaciny). Pełna zdrobnień Pastorella
Natalitia Georga Brauna nie wywołałaby zapewne tylu uśmiechów, gdyby nie
przekład Ingi Grześczak, doskonale wydobywający stylistykę tekstu. Salve Regina Nikolausa Frölicha ujmowała
swoim opracowaniem alternatim, w którym
fragmenty zaczerpnięte z melodii chorałowej przeplatane były z bogato
zdobionymi opracowaniami w stylu barokowym. Aeterne
rerum omnium effector Deus, tekst autorstwa jezuickiego świętego Franciszka
Ksawerego, usłyszeliśmy w opracowaniu muzycznym Marcina Kreczmera (1631-1696), w
formie koncertu wokalnego na dwa głosy solowe i basso continuo.
Karl Pelikan, Georg Braun, Nikolaus Frölich, Karl Rabovius…
Nazwiska kompozytorów uświadamiają nam dobitnie, z jak bardzo zapomnianą
tradycją mamy do czynienia. W komentarzach do nagrania utworu Luigiego Pozziego
przeczytałam kiedyś: „Luigi Pozzi? You don’t even know him unless you are a
musicology student…”. Powyższe nazwiska chyba nawet w takiej pamięci nie
istnieją (może ewentualnie kolejny z wymienionych, Marcin Kreczmer, pojawił się
kiedyś na jakimś wykładzie). Spotkać je można natomiast (przypadek piszącej te
słowa) przy katalogowaniu zbiorów muzycznych Biblioteki Uniwersyteckiej w
Warszawie, z której pochodzi większość wykonanych podczas spotkania utworów.
Możliwość usłyszenia muzyki, którą zwykle ogląda się jedynie w postaci
rękopisów (i to głosów, nie partytur, więc tym trudniej ją sobie słuchowo
wyobrazić) jest czymś bardzo poruszającym, i pewnie odejmuje trochę
obiektywizmu w odbiorze (o ile coś takiego w ogóle istnieje). Wybacza się sali
akustykę, a wykonawcom drobne niedoskonałości, bo to przecież ożywianie źródeł,
z którymi codziennie się pracuje, i budzenie muzyki, której – mimo tej
codziennej pracy ze źródłami – nie słyszy się często. Oby coraz częściej;
cudeńka są w tych naszych archiwach, ciągle jeszcze do odkrycia.
Oprócz wykładu i koncertu w programie wieczoru znalazł się
również pokaz źródeł – rękopisów zawierających wykonane utwory. W opisie
katalogowym wyglądają skromnie, ale dzięki bazom RISM można je podejrzeć
chociaż trochę, np. tu: M. Kreczmer, Aeterne rerum...; C. Rabovius, O Domine Jesu.
Kto nie miał okazji słyszeć dziś na żywo (albo komu mało), w
podobnej tematyce jutro program Dawno – niedawno w radiowej Dwójce (od 9:45) i
spotkanie w Bibliotece Uniwersyteckiej (o 17, więcej informacji tutaj).
*T. Jeż, Kultura
muzyczna jezuitów na Śląsku i ziemi kłodzkiej (1581-1776), wyd. Sub Lupa,
Warszawa 2013. Książkę też polecamy - jeszcze w trakcie czytania, ale ciągle odnajdujemy w niej nowe źródłowe smaczki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz