sobota, 5 kwietnia 2014

Wyśpiewać zmysły

Parę godzin temu zakończyła się w Muzeum Narodowym w Warszawie konferencja studencko-doktorancka „Zmysły w kulturze średniowiecza” współorganizowana przez Muzeum i Sekcję Mediewistyczną SKNH UW. O samej konferencji nie będzie – byłam za krótko, żeby się wypowiadać. Będzie tylko o koncercie, który odbył się na jej zakończenie.

Zespół Męski Gregorianum zaśpiewał program – jak przyznają sami wykonawcy – trochę spoza ich głównych zainteresowań: wcześniejszy niż renesansowy, w całości monodyczny. Konferencja była mediewistyczna, więc repertuar był tym razem średniowieczny, zaczerpnięty z przechowywanego w Muzeum Narodowym rękopisu o sygnaturze 1304 – brewiarza datowanego na początek XIII wieku. Samo źródło jest tyleż ciekawe, co tajemnicze: znalazło się w Muzeum dopiero na początku XX wieku (w Zbiorach Ikonograficznych i Fotograficznych), pochodzi najprawdopodobniej z południowych Niemiec, gdzie pozostawało przynajmniej do połowy XV wieku, i zapisane jest notacją sanktgalleńską bez linii, która w czasie jego powstawania trochę wychodziła już z mody – bo jak widać, nie z użytku. Nie wdając się w muzykologiczne szczegóły i historię notacji, powiedzmy tylko, że nie da się z niej odczytać dokładnych wysokości i długości dźwięku – czyli nie da się nic zaśpiewać bez pomocy innych źródeł. Chorałowe śpiewy miały jednak na szczęście dłuższy żywot niż ta notacja, i zapisywano je później w sposób, który w dużej mierze umożliwia rekonstrukcję. Żeby więc zespół Gregorianum mógł dziś wykonać fragmenty z rękopisu 1304, potrzebna była muzykologiczna praca: porównanie zapisu bezliniowego z późniejszymi przekazami, i de facto wyciągnięcie melodii z tych późniejszych, dokonane przez Roberta Pożarskiego. Zajrzałam zespołowi w nuty i – szczerze przyznam – na początku trochę się rozczarowałam, widząc uwspółcześnione kwadraty, bez żadnych wskazówek interpretacyjnych, zaczerpniętych z – będącego przecież pretekstem do wykonania – rękopisu 1304. Wybaczyłam im zresztą to rozczarowanie już chwilę później, zdając sobie sprawę z tego, że to przecież w gruncie rzeczy nie do końca „ich” repertuar – a wykonawczo poradzili sobie świetnie. Dodatkowym powodem do wybaczenia były wyświetlane slajdy ze skanami źródła. Świetny pomysł: dla laików – możliwość zobaczenia, jak w ogóle wygląda średniowieczny rękopis; dla znawców – możliwość podśpiewywania w myślach razem z zespołem i śledzenia różnic między zapisem a wykonaniem.

Program składał się z chorałowych fragmentów liturgii godzin (invitatorium, responsoria, antyfony, kantyki i hymn), przeplatanych śpiewanymi fragmentami z Żywotów świętych Piotra Skargi oraz obszernymi fragmentami „dydaktycznymi”, w których jeden z członków zespołu – muzykolog Jacek Iwaszko – przekazywał publiczności podstawową wiedzę na temat źródła, chorału i notacji. Każda z części osobno – bardzo dobra, ale nie wiem, czy na pewno połączyłabym je w taki sposób. Wyglądało to trochę na kompromis między tym, co powinno się przekazać, a domniemanymi oczekiwaniami publiczności (czy naprawdę zawsze jest tak, że im częściej zmienia się sposób przekazu, tym łatwiejszy staje się odbiór?). Bardzo dobrze, że taki repertuar dostał słowa komentarza: nie każdy przecież z siedzących na sali – a śmiem twierdzić, że zupełnie nieliczni – wiedział wcześniej to, o czym mówił Jacek Iwaszko. Komentarz sam w sobie był ciekawy i przystępny, chociaż ze względu na jego długość umieściłabym go raczej na początku, jako wprowadzenie do koncertu, niż między śpiewanymi fragmentami. Czytania ze Skargi, chociaż w sposób oczywisty anachroniczne, broniły się jednak tym, że przekazywały treść związaną z chorałowymi śpiewami w zrozumiałym dla publiczności języku. Same zaś części chorałowe – znowu: same w sobie piękne i bardzo dobrze wykonane, ale poskładanie ze sobą tylu różnych fragmentów, momentów i tematów nie było może najszczęśliwsze. Podobnie jak miejsce: akustycznie niezłe, ale przestrzeń zupełnie nie pasowała do repertuaru.

Z jednej strony – wrażenia bardzo pozytywne. Piękny śpiew, piękny repertuar, przejmujące fragmenty Żywotów, rzeczowe komentarze. Z drugiej – trudno powstrzymać się od pytania, co to właściwie było: wykład ilustrowany muzycznymi fragmentami? Przegadana quasi-liturgia, posklejana z przeróżnych kawałków? Może to tylko moje doświadczenia jarosławskie przeszkadzają mi w akceptacji tego stanu rzeczy – przypomniane tym silniej, że przygotowane przez Roberta Pożarskiego invitatorium zaśpiewane zostało bardzo podobnie, jak na festiwalowych jutrzniach. Może bez nich łatwiej byłoby mi przyjąć ten koncert po prostu jako koncert, jeden z wielu. A tak – mimo licznych pozytywów pozostał dotkliwy niedosyt. Niedosyt pewnej całości, zamiast posklejanych fragmentów. Niedosyt kontekstu. Tego, żeby liturgiczne śpiewy mogły chociaż trochę być liturgią. Niekoniecznie na modernistycznych schodach przed plakatem o Gierymskim. Wreszcie, nazwijmy to, niedosyt tematu. Długo można było szukać związków między samym koncertem a tytułem „Wyśpiewać zmysły”, nadanym – jak rozumiem – tylko i wyłącznie ze względu na próbę powiązania konferencji z jej zamknięciem.

A gdyby tak, Drodzy Państwo Mediewiści, przenieść koncert do jakiegoś bardziej sprzyjającego wnętrza? Rozumiem, że w Warszawie średniowiecznych kościołów brakuje, ale mógłby być nawet trochę nowszy. A gdyby tak wybrać ze źródła jakąś jedną całość – choćby nieszpory, bo pasujące do pory dnia – i zaśpiewać właśnie ją? Z wykładem wprowadzającym i wyświetlanymi skanami rękopisów w trakcie, dlaczego nie. Mogłyby być nawet tłumaczenia z jakiegoś bardziej historycznego przekładu Biblii, dlaczego nie. A gdyby tak dodać do tego repertuaru i do tego wnętrza na przykład jeszcze świece i kadzidło – i trochę bardziej „wyśpiewać zmysły”?

Katarina Livljanić, śpiewaczka, muzykolog i założycielka Ensemble Dialogos mówiła na zajęciach z interpretacji, że chorał nie może być nudą, musi być cudem. W całości. Tutaj – może już tak niewiele brakowało. I stąd właśnie cały ten niedosyt.

strona konferencji - tutaj
szerzej o koncercie (i o rękopisie) - tutaj
strona zespołu - tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz